Strajk kontrolerów we Francji psuje loty bez związku z Francją

Francuskie przepisy chronią starty i lądowania podczas strajku kontrolerów, ale nie chronią przelotów. Dlatego strajk we Francji potrafi odwołać lot z Polski do Hiszpanii czy Maroka.
Kontrolerzy ruchu lotniczego przy stanowiskach z monitorami radarowymi w sali kontroli obszaru Kontrolerzy ruchu lotniczego przy stanowiskach z monitorami radarowymi w sali kontroli obszaru
Kontrolerzy ruchu lotniczego w sali kontroli obszaru (ARTCC Waszyngton). Fot.: Federal Aviation Administration / Wikimedia Commons, domena publiczna.

Zweryfikowano: 8 października 2026

6 min czytania

Zapowiedź strajku francuskich kontrolerów ruchu lotniczego potrafi odwołać loty, które nigdy nie miały wystartować ani wylądować na żadnym francuskim lotnisku. To nie przesada przewoźników, lecz skutek przepisu, który chroni francuskie starty i lądowania, ale nie chroni samolotów przelatujących nad Francją. Dla podróżnych z Polski lecących na południe Europy, do Portugalii czy Maroka oznacza to realne ryzyko zakłóceń nawet wtedy, gdy trasa z Francją nie ma nic wspólnego.

Różnica między lądowaniem a przelotem

We Francji obowiązuje zasada usługi minimalnej: podczas strajku kontrolerzy muszą obsłużyć część lotów startujących i lądujących na francuskich lotniskach, dzięki czemu przestrzeń powietrzna nie zamyka się całkowicie. Eurocontrol wprost zaznacza, że te gwarancje nie obejmują przelotów, czyli samolotów, które jedynie przecinają francuskie niebo w drodze między dwoma innymi krajami. We Włoszech i Hiszpanii logika jest odwrotna – tam ruch tranzytowy podczas strajków kontrolerów jest chroniony. Na Grecję jako trzeci taki przykład powołuje się Ryanair, choć nie wynika to z dokumentów Eurocontrolu.

W praktyce lot łączący Irlandię z Hiszpanią albo Polskę z Marokiem może zostać odwołany lub poprowadzony dłuższą trasą wyłącznie z powodu strajku we Francji, mimo że nie dotyka jej terytorium w żadnym innym sensie niż przelotem na wysokości przelotowej.

Dlaczego to dotyczy lotów z Polski

Według Eurocontrolu około 33 proc. wszystkich lotów w Europie każdego dnia startuje, ląduje lub przelatuje nad Francją – prawie jedna trzecia całego ruchu. Co ważniejsze, blisko 60 proc. z nich to właśnie przeloty, a więc ta kategoria, której francuskie przepisy nie chronią.

Francuska przestrzeń powietrzna leży na trasie dużej części połączeń z Polski na zachód i południe Europy, nad Atlantyk oraz do Afryki Północnej. Ograniczona przepustowość nad Francją zmusza kontrolę ruchu do wydłużania tras przez sąsiednie kraje albo do wstrzymywania startów w całej sieci – i to uderza najmocniej w rejsy, które z Francją łączy wyłącznie fragment trasy przelotowej.

Skala problemu w liczbach

Najlepiej udokumentowanym przykładem jest dwudniowy strajk francuskich kontrolerów 3 i 4 lipca 2025 r. We Francji odwołano wtedy 52 proc. zaplanowanych lotów. W skali całej Europy odwołań było średnio 1422 dziennie, czyli 4,7 proc. rozkładu – pozornie niewiele, ale punktualność całej europejskiej sieci spadła z typowych 75 proc. do 64 proc.

Eurocontrol policzył również skutki uboczne: ponad milion pasażerów odczuło zakłócenia, około 200 tys. osób nie odleciało zgodnie z planem, przewoźnicy stracili około 120 mln euro (47 mln euro na opóźnieniach i 73 mln euro na odwołaniach), a samoloty lecące okrężnymi trasami spaliły dodatkowo 18 tys. ton paliwa.

Najbardziej ucierpiała Hiszpania, nie Francja

Najmocniejszym dowodem na to, jak działa brak ochrony przelotów, jest lista lotnisk najbardziej dotkniętych tamtym strajkiem. Pod względem liczby opóźnionych odlotów na czele znalazła się Palma de Mallorca (196 dziennie) i Barcelona (162), a dopiero na trzecim miejscu paryskie Charles de Gaulle (155). Czwarte było Madryt-Barajas (144). Trzy z czterech najbardziej poszkodowanych lotnisk leżały więc w Hiszpanii.

Pod względem odsetka opóźnionych lotów przodowały francuskie Marsylia (81 proc.) i Lyon (67 proc.), ale tuż za nimi uplasowały się Palma de Mallorca (43 proc.), Alicante (42 proc.), Paryż Orly (40 proc.) i Malaga (38 proc.). Najbardziej dotkniętą grupą lotniczą był Ryanair – średnio 718 opóźnionych odlotów dziennie, czyli co piąty jego rejs. Dla porównania easyJet miał ich 407, a Air France 275. Sam Ryanair szacuje, że od 2023 r. francuscy kontrolerzy strajkowali łącznie 99 dni, co dotknęło ponad 1,2 mln pasażerów – to dane przewoźnika, nieweryfikowane niezależnie, ale zgodne z kierunkiem statystyk Eurocontrolu.

Skarga z 2018 roku i reforma, która tego nie zmieniła

Problem nie jest nowy. Już 24 lipca 2018 r. grupa IAG, Ryanair, easyJet i Wizz Air złożyły wspólną formalną skargę do Komisji Europejskiej, zarzucając Francji naruszenie unijnej swobody przepływu przez brak ochrony przelotów. Po strajku z lipca 2025 r. Ryanair i easyJet ponowiły apele do Komisji, tym razem osobno – nowej wspólnej skargi czterech przewoźników nie odnotowano.

W międzyczasie weszła w życie reforma Single European Sky 2+: Parlament Europejski przyjął ją 22 października 2024 r., przepisy obowiązują od grudnia tego samego roku, a państwa członkowskie mają czas na wdrożenie zmian instytucjonalnych do 2 grudnia 2026 r. Reforma usprawnia zarządzanie europejską przestrzenią powietrzną, ale nie wprowadza obowiązkowej ochrony przelotów podczas krajowych strajków kontrolerów. Ten konkretny spór pozostaje nierozstrzygnięty.

Strajk kontrolerów to nie to samo co strajk załogi

Warto odróżnić dwa typy francuskich strajków, bo mają inny zasięg i inne konsekwencje finansowe dla pasażera.

Strajk personelu jednej linii – pilotów czy personelu pokładowego Air France, Transavii albo Corsaira – dotyka wyłącznie samolotów tego przewoźnika. Dlatego zapowiedziany na 17–21 października 2026 r. strajk pracowników francuskich linii nie powinien naruszyć rozkładów Ryanaira ani Wizz Aira z Polski. Strajk kontrolerów ruchu lotniczego działa inaczej: dotyka każdego samolotu w danej przestrzeni powietrznej, niezależnie od barw i kierunku lotu.

Różnica dotyczy też pieniędzy. Strajk kontrolerów jest traktowany jako okoliczność nadzwyczajna, więc odszkodowanie w wysokości 250–600 euro zwykle nie przysługuje. Strajk własnych pracowników przewoźnika nadzwyczajną okolicznością nie jest – Trybunał Sprawiedliwości UE przesądził to w 2021 r. w sprawie Airhelp przeciwko SAS. Oznacza to, że pasażerowie odwołanych rejsów Air France, Transavii czy Corsaira mogą mieć prawo nie tylko do zwrotu pieniędzy i opieki, ale również do odszkodowania.

Co można zrobić przed wylotem

Przy strajku kontrolerów pasażer zachowuje prawo do zwrotu pieniędzy albo zmiany rezerwacji na inny termin lub inną trasę bez dopłaty, a przy dłuższym oczekiwaniu – do opieki ze strony przewoźnika w postaci posiłków i, jeśli trzeba, noclegu. Szczegółowo opisuje to przewodnik po prawach pasażera lotniczego; nowe unijne zasady zaczną obowiązywać dopiero od 23 października 2027 r.

Praktyczny wniosek jest prosty: gdy w mediach pojawia się zapowiedź strajku francuskich kontrolerów, warto śledzić komunikaty przewoźnika nawet wtedy, gdy lot nie ma z Francją żadnego punktu styku. Podobnie jak przy lokalnych strajkach na konkretnych lotniskach czy protestach obsługi naziemnej w Brukseli, informacja o zmianie rozkładu przychodzi zwykle na jeden–dwa dni przed wylotem. Sam fakt, że trasa omija francuskie lotniska, nie daje żadnej gwarancji, że rejs odbędzie się zgodnie z planem. Kłopoty kontroli ruchu lotniczego nie zawsze biorą się ze strajków – nad Polską od lipca zablokowane są środki finansujące PAŻP w sporze o szczepionki, w którym agencja nie jest stroną.

Dodaj komentarz

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *